poniedziałek, 24 listopada 2008

45-ta rocznica zabójstwa Johna Kennedy'ego

Przedwczoraj minęła 45-ta rocznica zabójstwa 35-tego prezydenta Stanów Zjednoczonych Johna Fitzgeralda Kennedy'ego. Mimo to próżno dziś szukać jakiś informacji na ten temat (rocznicy, a nie samego zabójstwa), co jest niezmiernie przygnębiające. Oczywiście na stronach portali amerykańskich czy w zagranicznej prasie, coś się pewnie pojawi, choć i tak niewiele, ale u nas już zdecydowanie nie.

Zresztą skąd moje zdziwienie skoro gdyby zapytać licealistów o to, kim był JFK, większość pewnie nie znałaby odpowiedzi. Tak to już bywa gdy na lekcjach historii, wszystko co działo się po II wojnie światowej jest umiejętnie opuszczane gdyż brakuje czasu na zrealizowanie materiału... Taka mała dygresja na początek.

O Kennedym było ostatnio trochę głośniej, gdyż często zestawiano go z prezydentem-elektem Barackiem Obamą. Ta sama świeżość, młodość, to samo ucieleśnienie zmian. W latach 60-tych Kennedy, podobnie jak dziś Obama, był przez wielu albo kochany albo nienawidzony. Jack był katolikiem, Barack jest czarny (to uproszczenie, bo w rzeczywistości jest mulatem, jego matka była biała). Dlatego też Kennedy miał niesamowite utrudnienia na drodze do Białego Domu. Był on przeciwnikiem segregacji rasowej, co na południu USA przysporzyło mu rzeszę krytyków, a nawet wrogów, którzy nieraz grozili mu śmiercią - podobnie zresztą jak w przypadku Baracka Obamy.

John F. Kennedy zginął 22 listopada 1963 r. w godzinach wczesno popołudniowych. Do dziś jego śmierć budzi kontrowersje wśród historyków i pasjonatów polityki amerykańskiej. Według oficjalnej wersji, powielanej w szkołach, za winnego śmierci prezydenta uznaje się Lee Harley’a Oswalda, pracownika składnicy książek z której miał paść strzał/strzały. Mimo to, w tej sprawie jest mnóstwo nie tylko znaków zapytania, ale i przekłamań (zawartych w raporcie komisji Warrena, która wyjaśniała okoliczności zabójstwa JFK). Nie będę tu wymieniał wszystkich nieścisłości, bo to materiał na książkę, ale kilka podstawowych, ciekawych faktów powinno dać do zrozumienia, że do dziś nie znamy prawdy i Oswald niekoniecznie musiał być zamieszany w tą aferę.

Po pierwsze Lee. H. Oswald był idealnym „kandydatem na kozła ofiarnego”. Był zdeklarowanym marksistą, mieszkał przez kilka lat w ZSRR, co w ówczesnych czasach w Stanach było odbierane niemalże jak herezja w średniowieczu. Po drugie raporty z wojska, tak samo jak relacje jego współkompanów, wskazują, że był przeciętym strzelcem. Dlatego trudno uwierzyć w to, żeby marny strzelec z wadliwej, starej broni Manllicher Carcano Model 91/38, której Oswald był właścicielem, oddał trzy celne strzały w czasie ok. 6 sekund do ruchomego celu z kilkuset metrów. Na dodatek cel zasłaniały mu drzewa i po każdym strzale musiał ręcznie przeładować broń. Gdy w czasie badań historyków wynajęto strzelców wyborowych do odtworzenia strzałów jakie miał oddać Oswald z szóstego piętra składnicy książek w Dallas, żadnemu z nich nie udała się ta sztuka. Nie dość, że wymagało to niesamowitej precyzji, to niemożliwe jest oddanie trzech strzałów plus dwa przeładowania w ciągu 6 sekund. Tym bardziej trudno uznać to za możliwe, gdyż świadkowie oglądający przejazd prezydenta ulicami miasta, słyszeli strzały z trzech różnych miejsc. Ponadto kilka sekund po oddaniu strzałów do budynku w którym pracował Oswald wbiegł policjant i mijając „zabójcę prezydenta” udał się od razu na szóste piętro. Skąd tak szybko wzięła się policja? Przecież świadkowie słyszeli strzały z innych miejsc niż składnica książek. Dlaczego zatem funkcjonariusz udał się do tego konkretnego budynku i aż akurat na 6-ste piętro?

Oswald został zatrzymany później, gdy rzekomo postrzelił policjanta. W jaki sposób został uznany później za zabójcę Kennedy’ego? Oto jest kluczowe pytanie. Ale fakt, że pracował w składnicy książek i był zdeklarowanym komunistą, wystarczyło aby skazać go w oczach opinii publicznej.

Ciekawym, jednym z wielu, aspektem jest także czas o którym policja poinformowała o zdarzeniu jakie miało miejsce w Dallas. Otóż była to godzina 12.25, czyli na pięć minut przed przejazdem prezydenckiej kolumny samochodów obok składnicy książek. Czyli inny słowy policja poinformowała o czymś, co dopiero miało się wydarzyć. Różnica w czasie wzięła się stąd, że orszak prezydencki miał 5 minut spóźnienia, wynikający z ze zmiany trasy przejazdu (także bardzo interesujące, zmiana w ostatniej chwilii z zaplanowanej i sprawdzonej trasy na inną). Zastanawiające jest także to, że komendant policji w Dallas, jadący w pierwszym samochodzie w kolumnie prezydenckiej, nie dość, że wyprzedził fakty o pięć minut, to twierdził później, iż będąc ok. pół kilometra od składnicy książek, słyszał dokładnie skąd padły strzały – wypowiedź dla New York Timesa z 23 listopada 1963 r. Problem w tym, że wówczas jego samochód znajdował się pod wiaduktem, na którym jeżdżą pociągi, a wokół przejazd prezydenta obserwowały tłumy.

Tego typu nieścisłości jest mnóstwo w sprawie zabójstwa Johna Kennedy’ego. Niestety upływ czas i utrwalanie przekonania, że Oswald dokonał tego w pojedynkę, jak doniosła komisja Warrena, powoduje, że być może nigdy nie dowiemy się, nie tylko kto strzelał, ale co najważniejsze, kto zlecił zabójstwo jednego z najwybitniejszych prezydentów Stanów Zjednoczonych.

1 komentarz:

Antoni pisze...

Panu Trybulskiemu polecam ksiazke Ion Mihai PACEPA, Programmed to Kill