czwartek, 21 kwietnia 2011

Podwyżka cen biletów w stolicy niższa niż pierwotnie zakładano

Po doniesieniach "Rzeczpospolitej" i "Życia Warszawy" o sporych podwyżkach cen biletów komunikacji miejskiej w sieci rozpoczęła się akcja protestacyjna. Grupa "Nie dla drastycznych podwyżek cen biletów w Warszawie" na portalu facebook posiada już ponad 50 tys. członków - ich liczba rośnie z godziny na godzinę.

Ratusz od samego początku próbuje studzić nastroje i dementuje doniesienia prasy. Według najczarniejszego scenariusza, docelowo w 2014 r., płacilibyśmy 100 proc. więcej za korzystanie z transportu publicznego niż ma to miejsce obecnie.

- Przewidujemy podwyżki, ale nie aż takie. To nieaktualna wersja zmian, jedna z wielu, którą rozpatrujemy - powiedział "Gazecie" Marcin Ochmański z biura prasowego ratusza.

Pojawiają się doniesienia, że ratusz celowo podał maksymalną podwyżkę - przepisy zabraniają przekraczania skali podwyżki uzgodnionej ze związkowcami, aby w późniejszych rozmowach ze związkami zawodowymi postawić na wzrost cen biletów rzędu 50-80 proc.

Nowe wyższe stawki są nieuniknione ze względu na szeroki zakres prac nad rozwojem komunikacji miejskiej w stolicy, z naciskiem na drugą linię metra. - Chcemy przedłużać tunele według wariantu ateńskiego: trzy stacje w kierunku Targówka i cztery w stronę Bemowa. A jeśli nie będzie na to pieniędzy, to najpierw na Targówek - zapowiada dyrektor Ruta. Końcowy przebieg trasy na Bródnie (czy przez Zacisze do stacji Rembielińska, czy raczej w stronę Zielonej Białołęki) miałby zostać wybrany po dodatkowych analizach - wyjaśnia dyrektor Zarządu Transportu Miejskiego Leszek Ruta.

Zmiany cen biletów powinni nastąpić w trzech etapach - do czego radnych namawia ZTM - od 1 września 2011 r., od 1 stycznia 2013 r. i od 1 stycznia 2014 r. - W dalszym ciągu mimo wzrostu cen nasze bilety 30-dniowe będą należeć do najtańszych w Polsce. Nie chcemy też likwidować biletów 20-minutowych - zapewnia. W Krakowie miesięczne już teraz kosztują 94 zł, we Wrocławiu - 98 zł, w Poznaniu - 101 zł. W dodatku nie obejmują kolei miejskiej - dodaje Ruta.

Na obronę ZTM-u należy podkreślić, że ostatnio wzrost cen biletów nastąpił trzy lata temu. Wpływy z biletów przed podwyżką pokrywają tylko 30 proc. jej kosztów. Leszek Ruta: - Uważam, że lepiej robią to kolejarze, którzy co roku zarządzają podwyżkę o kilka procent.

1 komentarz:

Miłosz pisze...
Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.