Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Barack Obama. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Barack Obama. Pokaż wszystkie posty

sobota, 28 maja 2011

Obama: Polska może stać się światowym liderem

Prezydent Stanów Zjednoczonych Barack Obama, będący pierwszy raz z wizytą w naszym kraju, udzielił jedynie jednego wywiadu. Szczęście uśmiechnęło się do platformy blogerów Salon24.pl. Z prezydentem USA rozmawiał Igor Janke.

Wywiad został pierwotnie opublikowany na stronie Salon24.pl

- Panie prezydencie, w trakcie swojej kampanii intensywnie korzystał pan z mediów społecznościowych. Teraz podczas podróży po Europie, jedyny wywiad na który się Pan zgodził, to ten dlaSalon24, platformy blogowej, medium społecznościowego. To przypadek? Czy wierzy Pan, że media społecznościowe są bardziej efektywne? Jak Pan widzi przyszłość mediów społecznościowych?

- Oczywiste jest, że to kierunek, w którym zmierza informacja i komunikowanie się. Telewizja jest ciągle bardzo silna. Drukowane media są ciągle bardzo ważne. Ale jeśli spojrzymy na zachodzące zmiany generacyjne, widzimy, że młodzi ludzie pozyskują informacje przez media społecznościowe. One dają młodym ludziom siłę do organizowania się, do mobilizowania się, do zajmowania się różnymi sprawami, wspierania różnych rozwiązań, czy obrony konkretnych spraw. Niezwykle ważna jest elastyczność i prędkość działania mediów społecznościowych. Wdzieliśmy, co działo się w Egipcie dzięki takim mediom społecznościowym, podobne rzeczy widzimy zresztą na całym świecie. To może być niezwykłe narzędzie dla obywateli do ponownego angażowania w sprawy publiczne i do tego, by mogli kontrolować rządzących, by mogli rozliczać ich z tego, co mówią.

- Stany Zjednoczone i Polska były postrzegane jako strategiczni partnerzy. Część ekspertów twierdzi, że te relacje w ostatnich latach stopniowo się pogarszały. Dlaczego tak się stało?

- To kompletnie nieprawdziwe twierdzenie. Nasze relacje wcale się pogorszyły. Nasza współpraca w sprawach bezpieczeństwa nigdy nie były tak dobra, jak teraz. Jesteśmy silnym sojusznikami i członkami NATO. Nowy plan strategiczny przygotowany dla NATO przewidział stworzenie planów ewentualnościowych (konkretne plany działania na wypadek inwazji z zewnątrz – przyp. IJ) , których nigdy wcześniej nie było. Dzisiaj ogłoszę porozumienie dotyczące obecności oddziału lotniczego w Polsce. Pierwszy raz będziemy mieć rotacyjną obecność sił powietrznych w Polsce. Kontynuujemy razem prace nad tarczą antyrakietową. Polska pozostaje naszym kluczowym sojusznikiem. Wzrost znaczenia Polski w Europie, który symbolizuje nieodległa polska prezydencja w Unii, oznacza, że nasza współpraca będzie jeszcze silniejsza w przyszłości.

- W Polsce ludzie często narzekają, że Ameryka mogłaby dla nas więcej robić. Ale ja zapytam inaczej: Co Polska może zrobić dla Ameryki? Potrzebujecie jakiejkolwiek pomocy od nas?

- Jedną z najważniejszych rzeczy, jaką Polska może robić i robi dla nas, jest służenie jako znakomity model demokracji i silnej gospodarki rynkowej. Polska jest w pełni zintegrowana z Europą. Ostatniej nocy jadłem kolację z prezydentem Komorowskim i wszystkimi prezydentami z Europy Środkowej i Wschodniej. Było budujące obserwować, jak bardzo inne państwa spoglądają na Polskę jako przykład bardzo udanych reform. To jest bardzo ważne dla Stanów Zjednoczonych. Bo jeśli Europa jest zintegrowana, pokojowa i zamożna, to jest to bardzo dobre dla nas, dla naszego bezpieczeństwa i dobre dla ogólnoświatowej gospodarki.

- Po tragedii smoleńskiej, katastrofie, w której zginął polski prezydent i wielu ważnych Polaków, nasza klasa polityczna i niemal całe polskie społeczeństwo stały się bardzo podzielone, jak nigdy przedtem. Napięcia są bardzo duże. Co by Pan doradził polskim przywódcom po obu stronach, by mogli zjednoczyć cały naród wokół najważniejszych spraw dla naszego kraju?

- Myślę, że wy Polacy powinniście przede wszystkim spojrzeć wstecz i docenić, jak daleko zaszliście w tak krótkim czasie. Przez dwadzieścia pięć lat mogliście przejść od państwa, które miało słabą gospodarkę i olbrzymie ograniczenia polityczne do otwartego społeczeństwa i państwa z silną gospodarką rynkową, której zazdrości wam wielu innych w Środkowej Europie. Jesteście jedynym krajem, który nie przeszedł recesji podczas ostatniego kryzysu finansowego. W porównaniu z innymi krajami ciągle macie niskie bezrobocie. Demokracja jest czasem trudna, ludzie się kłócą, tak już jest. Winston Churchill kiedyś powiedział, że demokracja jest najgorszą formą rządu, jeśli nie liczyć wszystkich innych form, których próbowano od czasu do czasu. Myślę, że Polacy powinni czuć się dumni. Powinni zrozumieć, że jeśli będą zjednoczeni i jeśli dalej będą tak się rozwijać przez następne dwadzieścia pięć lat, Polska będzie liderem nie tylko w Europie, ale i na świecie.

- Chciałbym zapytać o reset z Rosją. Kilka dni temu rozmawiałem z senatorem Johnem McCainem, także dla Salon24.pl. Powiedział on, że nie widzi żadnych dobrych skutków zmiany polityki wobec Rosji. Jeśli miałby Pan cofnąć czas, zrobiłby Pan to jeszcze raz?

- Jak najbardziej tak. Jeśli zapytacie o to polskich przywódców, oni powiedzą, to był dobry ruch. To zredukowało napięcie w regionie. Ostatniego wieczoru, kiedy rozmawiałem z innymi przywódcami ze Środkowej i Wschodniej Europy, mówili, że czują się bardziej bezpieczni, ponieważ, czują, że Rosja jest mniej agresywna i bardziej zorientowana na Zachód niż była dwa czy trzy lata temu. Rosja bardzo współpracowała z nami w ostatnim czasie. Mamy redukcje zbrojeń w obu krajach. Nie ma dowodów na to, by zmniejszyło się bezpieczeństwo. A jest zdecydowanie mniejsze napięcie. I to jest dobre dla wszystkich.

- Dziękuję za rozmowę.

Wywiad został pierwotnie opublikowany na stronie Salon24.pl

piątek, 14 listopada 2008

Yes, we did

Jeden z dziennikarzy opisujących politykę amerykańską, a w szczególności ostatnie wybory, stwierdził, że nie będzie już drugiej tak porywającej, tak niesamowitej, tak przełomowej kampanii prezydenckiej w USA. Dość odważna teza. Możliwe, że prawdziwa. Jak to się właściwie stało, że wyborami w Ameryce od niemal dwóch lat interesowało się tyle osób na całym świecie?

Przede wszystkim, chcąc nie chcąc, prezydent Stanów Zjednoczonych, biały, czarny, mężczyzna czy kobieta, jest uznawany za przywódcę świata. Nawet, gdy jego kraj przeżywa ogromny kryzys. Nie tylko finansowy. Gdy uwikłany jest w dwie wyniszczające wojny na drugim krańcu ziemii, które obie są już w sferze symbolicznej porażkami, a jedna w sferze faktów. Po drugie wiele osób, czy to w USA, czy w Europie ma serdecznie dość George'a Busha. Jego samego i jego polityki. Od czasów Nixona nikogo Amerykanie i reszta świata "nie kochała" tak bardzo jak kowboja z Teksasu.

Mówi się, że żaden republikanin nie miał szans z Barackiem Obamą. Nie dlatego, że jest on niepokonany, tylko, że oni z góry są skazani na porażkę. Republikanin równa się człowiek Busha. McCain i jego sztab świetnie sobie z tego zdawali sprawę, ale Omaby również. Dlatego ciągle wytykano senatorowi z Arizony, że będzie kontynuował politykę obecnego prezydenta (co po części jest oczywiste, bo McCain był przeciwny wycofaniu wojsk z Iraku), albo że go wcześniej popierał, co nie do końca jest prawdą. Tak czy owak, sztab republikanów walczył z tym jak mógł. Lecz oderwanie od siebie łatki - kumpel Busha, to jedno, a przekonanie wyborców, że jest się lepszym od kontrkandydata, to drugie. Do tego zdaje się McCain potrzebował charyzmatycznego kandydata na wiceprezydenta. Dlatego też Sarah Palin, gubernator z Alaski, polityk całkowicie do niedawna nieznany, do tego kobieta, co miało pokazać McCaina jako człowieka otwartego i niezbyt republikańskiego, miała sprawdzić się w tej roli. Założenie dobre, ale wykonanie już znacznie gorsze. Gdyby ktoś wcześniej dokładnie sprawdził kandydaturę na kandydata gubernator Palin, może McCain mógłby zyskać na tym polu.

Był to początek września. Poparcie dla McCaina rosło, zrównał się nawet w sondażach z Barackiem Obamą. Sarah Palin była gwiazdą, pokazywano ją w telewizji często i chętnie. Zaskoczenie było spore, ale oto właśnie chodziło. Palin, mama pięciorga dzieci, miłośniczka polowań, miała być zasłoną dymną przed tematami, które pogrążały republikanów. Niestety, gdy dziennikarze zaczęli "prześwietlać" kandydata na vp (vicepresident) republikanów, okazało się, że Palin nie bardzo ma pojęcie o polityce zagranicznej. Z czasem okazała się świetnym materiałem dla satyryków amerykańskich. I tak czar pani gubernator prysł niczym bańka mydlana.

Do tego doszły słynne już słowa samego Johna McCaina o "solidnych podstawach amerykańskiej gospodarki" w momencie, gdy bankrutował bank Lehman Brothers. Fakt, że owe podstawy były wówczas solidne, ale zabrzmiało to jakby McCain był oderwany od rzeczywistości i nie wiedział co się dzieje w amerykańskiej sektorze finansowym. W sferze symbolicznym miało to jeszcze większy wydzwięk. Od tego czasu przewaga Obamy rosła, a rozwój kryzsu tylko pogłębiał ten proces. Już nie Irak, nie reforma służby zdrowia czy podatki miały kluczowe znaczenie w kampanii. Od tego czasu liczyło się to, co dzieje się z gospodarką, a z perspektywy zwykłego Amerykanina, co stanie się z jego domem na kredyt, z jego emeryturą, z jego oszczędnościami.

McCain do tego stopnia pogubił się w tym wszystkim, że zawiesił kampanię aby skupić się na rozwiązywaniu kłopotów związanych z narastającym kryzysem. Bardzo szlachetne i ryzykowne zarazem. Jednak wyborcy odebrali to jak ucieczkę przed problemem. Innymi słowy, czy McCain by przerwał kampanię czy nie kryzys i tak będzie trwał. Sztab senatora zrozumiał swój błąd i powrócili do walki.

Ostatnią szansą dla republikanów były trzy debaty prezydenckie i jedna wiceprezydencka. Udało mi się obejrzeć na żywo dwie z nich. Muszę przyznać, że były na dobrym poziomie merytorycznym, kandydaci nie punktowali się nawzajem i nie odstawali od tego, co pokazywali wcześniej. A to wszystko wpływało na niekorzyść McCain. Dlatego też Obama został uznany zwycięzcą każdej z debat. Wygrał, bo senator z Arizony nie zmienił satus quo. Podobnie Sarah Palin w starciu z Johnem Bidenem. Tutaj spodziewano się kompromitacji gubernator Alaski, lecz wypadała ona całkiem przyzwoicie. Ale przyzwoicie to za mało, gdy jest się w defensywie.

Od tego czasu były już tylko szarpane próby pozyskiwania poparcia przez republikanów. Lecz ani Joe hydraulik (zwykły wyborca, który kiedyś wytknął Obamie niekonsekwencję w zapowiedziach podatkowych), ani "skandal" z ciocią senatora z Illinois, która przebywała w USA nielegalnie przez jakiś czas, nie miały już większoego znaczenia. Od czasu, gdy sztab demokraty opublikował świetny półgodzinny klip z Barackiem Obamą w roli głównej oczywiście, było jasne, kto wygra te wybory.

Ktoś kiedyś powiedział, że wybory w USA są zbędne, bo przeważnie i tak wygrywa ten kandydat, który zbierze najwięcej funduszy na prowadzenie kampanii. Tym razem się to sprawdziło, ale nie tylko pieniądze uczyniły Obamę 44tym prezydentem USA. To także, a może przede wszystkim siła internetu. Teraz już żaden kandydat, w jakichkolwiek wyborach, w dowolnym kraju nie będzie mógł zlekceważyć tego medium. Jasne, że jest sporo miejsc, gdzie TV póki co ma niezagrożoną pozycję, ale zobaczymy na jak długo.